Zając na trasie, czyli pacemakerem być. O co w tym wszystkim chodzi?

Jak zostać pacemakerem? Rola zająca na biegu

Marcin Kargol

Przygotowujesz się do tego biegu przez kilka lub kilkanaście miesięcy. Stajesz na starcie maratonu lub półmaratonu. Za moment rozpoczniesz walkę o swój rekord życiowy, albo po prostu o to, aby po raz pierwszy przebiec ten dystans.

Obok Ciebie stoi facet (lub kobieta) z balonikami lub z flagą - to tzw. zając, czyli pacemaker. Jego zadaniem jest dobiegnięcie do mety w wyznaczonym czasie z dokładnością co do sekundy. A to nie jest takie łatwe...

Nazywam się Marcin Kargol, mam 31 lat, biegam od lat siedmiu, prowadzę bloga i opowiem Wam o byciu zającem. Oficjalnie robiłem to kilkanaście razy na maratonach i półmaratonach. Robiłem to też nieoficjalnie na krótszych biegach. Za każdym razem jest to dla mnie tak samo ekscytujące, satysfakcjonujące, ale i stresujące.

W końcu nie na co dzień za moimi plecami staje kilkudziesięcio- lub kilkusetosobowa grupa ludzi, która liczy na mnie i na to, że pojawimy się na mecie w takim czasie, na jaki akurat biegnę.

Zając wszystko Ci powie

Pacemakerzy pojawiają się na zdecydowanej większości biegów masowych. Oni dźwigają na swoich barkach ciężar tego, aby na linii mety pojawić się w czasie, który mają wypisany na balonikach lub na flagach, przyczepionych do ich pleców. I tak, jeżeli prowadzę w maratonie grupę na czas 4 godziny i 30 minut, to na mecie muszę pojawić się w czasie 4:29:59 - i zawsze mi się to udaje.

Podobnie w przypadku półmaratonu - podczas 11. PZU Półmaratonu Warszawskiego prowadziłem grupę na czas 1 godzina 55 minut. Linie mety przekroczyłem po 1:54:59.

Łatwo nas rozpoznać w tłumie. Mamy wspomniane już baloniki albo flagi. Do tego wszyscy jesteśmy ubrani jednakowo - o to dbają organizatorzy biegów. W strefie, z której startuje moja grupa, pojawiam się najczęściej 20-30 minut przed startem. Wówczas jestem do Waszej dyspozycji - możecie zadać absolutnie każde pytanie dotyczące biegu, strategii nań, trasy itp.

Jeśli będziecie kiedyś korzystać "z usług" zająca, warto dowiedzieć się, jaką strategię na bieg przyjął pacemaker - czy będzie każdy kilometr pokonywał z jednakową prędkością, czy też zastosuje tzw. "negative split", co oznacza, że druga część dystansu będzie pokonana szybciej od tej pierwszej.

Wiele plusów

No, dobra, ale dlaczego tak właściwie warto trzymać się zająca i to z nim biec przez cały lub przynajmniej część dystansu? Przedstawię Wam te najważniejsze argumenty:

1. Kojarzycie kolarskie peletony? Duża grupa zawodników z liderem na czele. Wszyscy jadą równym tempem, dają sobie zmiany na prowadzeniu, osłaniają się od wiatru. Podobnie działa to w przypadku biegu z pacemakerem.

2. W grupie siła. To jest coś, z czym dyskutować się nie da. Kiedy biegniesz sam i dopadnie Cię kryzys, szanse na to, że go przezwyciężysz będą znacznie większe wtedy, gdy będziesz miał obok siebie kogoś, kto Cię zmotywuje, poklepie po plecach i "pociągnie" do mety.

3. Biegnąc po wymarzony wynik w maratonie czy półmaratonie, warto mieć głowę wolną od wszelkich stresów. A jednym z nich jest konieczność trzymania tempa. Nieustanne spoglądanie na zegarek, kalkulowanie, liczenie - to wszystko obniża efektywność biegu. W przypadku, gdy będzie Ci towarzyszyć dobry zając, nie będziesz musiał się przejmować niczym. Zaufaj mu, słuchaj go, a będziesz mieć pewność, że dowiezie Cię do mety zgodnie z planem.

4. Przed biegiem i w trakcie biegu dostaniesz mnóstwo wskazówek. Dowiesz się, kiedy możesz spodziewać się punktów odżywczych na trasie, do których stołów podbiegać, jak pić z kubeczka podczas biegu, kiedy zjeść żel energetyczny, kiedy na trasie pojawi się podbieg lub zbieg…

5. I przede wszystkim dostaniesz gigantyczną porcję motywacji. Nie sposób nie trzymać tempa i nie walczyć do końca, kiedy biegnie obok Ciebie facet, który BARDZO GŁOŚNO KRZYCZY, że sobie poradzisz, że do mety zostało już nie wiele i że masz siłę i moc! W takich warunkach nie da się nie walczyć.

Okiem zająca

Porozmawiałem z kilkoma moimi znajomymi, którzy, podobnie jak ja, zajmują się "zającowaniem". Okazało się, że każdy z nas ma podobne podejście do bycia pacemakerem i każdemu z nas towarzyszą podobne odczucia. A jest ich cała gama, niezależnie od tego, czy biegniesz jako pacemaker po raz pierwszy czy piętnasty.

"

11. PZU Półmaraton Warszawski był dla mnie biegiem szczególnym. Po raz pierwszy stanęłam na starcie biegu bez zamiaru ścigania się, ale nadal z pragnieniem życiówki. Tyle tylko że nie swojej. 3 kwietnia zadebiutowałam jako oficjalny pacemaker i wraz kolegami poprowadziłam grupę biegaczy, którzy mieli złamać 1:55:00 na dystansie półmaratonu. Pomysł "zającowania" pojawił się już rok temu po biegu w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim. Wykręciłam fajny czas (1:38:10) i pomyślałam sobie, że może mogłabym za rok pobiec jakoś inaczej. Nie skupiać się na sobie, tylko na innych. I zgłosiłam się do Fundacji Maraton Warszawski.

Atmosfera wolontariatu jest niesamowita. Nie sądziłam, że będę tak podekscytowana tym startem. A byłam nawet bardziej niż podczas swojego półmaratońskiego debiutu. Świadomość, że zaufało mi kilkudziesięciu biegaczy, że jestem dla nich zegarkiem, tempomatem, przewodnikiem była porażająca. A wspomnienie ostatnich metrów biegu, zmęczonych ludzi, którzy przyspieszali ostatkiem sił, gorący doping kibiców, wzruszają mnie do dziś - mówi Kasia Przeździecka.

"
"

Zającowanie to zupełnie inne biegowe emocje. Nie jesteś już odpowiedzialny tylko i wyłącznie za swój wynik. Teoretycznie biegniesz dużo poniżej swoich możliwości, ale bierzesz odpowiedzialność za wyniki wszystkich, którzy biegną razem z Tobą. To powoduje, że stres przed startem jest porównywalny do tego kiedy sami biegniemy "na życiówki”. Ale kiedy wszystko się udaje i mijasz linię mety idealnie w wyznaczonym czasie - tuż za swoimi "podopiecznymi" - czujesz nieopisane pozytywne emocje - powiedział Paweł Choiński.

"

Odpowiedzialność i satysfakcja

Wiemy, że spoczywa na nas wielka odpowiedzialność. Przychodzicie do nas przed startem i opowiadacie swoje biegowe historie. O tym, że to Wasz pierwszy bieg. O tym, że chcecie zrobić życiówkę. O tym, że przygotowywaliście się do tego dnia przez pół roku. O tym, że się boicie…

Takich historii słyszymy dziesiątki. A później dźwigamy je przez 21 lub 42 kilometry. Ale jest to przyjemny ciężar - taka odpowiedzialność motywuje. Sprawia, że wykonujemy swoją robotę jak najbardziej perfekcyjnie się da.

Podczas takiego biegu jesteśmy świadkami i uczestnikami wielu zwycięstw i wielu mniejszych lub większych radości. Nierzadko obserwujemy ból porażek. Widzimy - i bardzo często mamy wręcz na wyciągnięcie ręki - niezwykłą walkę zawodników. Krew, pot i łzy. A później ogromne szczęście. To wzrusza także nas.

To Wy, zawodnicy, jesteście głównymi aktorami spektaklu pod tytułem "Maraton" bądź "Półmaraton". My jesteśmy czwartoplanowymi aktorami, którzy robią wszystko, żebyście na końcu mogli stanąć w blasku reflektorów, zebrać zasłużone oklaski i cieszyć się z dobrze wykonanej roboty. Jest to dla nas największa nagroda.

Komentarze