Krew. Pot. Łzy. Po co to wszystko…?

Krew. Pot. Łzy. Po co to wszystko…?

fot. pzuzdrowie.pl

Każdego dnia miliony ludzi wychodzą z domu, nabierają powietrza w płuca i ruszają na krótkie przebieżki lub długie biegowe wyprawy. Co z tymi ludźmi jest nie tak…?

Po co biegać?

Po co się pocić, męczyć, różowieć, puchnąć i ciężko oddychać?

Po co zimą zasuwać w ciemnym lesie, po co latem rozpływać się w rozgrzanym asfalcie?

Po co zakładać obcisłe ciuchy, przypinać sobie numer do piersi i startować w zawodach, jeśli wiemy już, że rekord świata/Polski/powiatu/gminy jest poza naszym zasięgiem?

Po co się męczyć? Po co to wszystko?

Gdy się pocę, to czuję, że żyję. Zastygnięte i zasiedziałe ciało w końcu dostaje kopa. Mój organizm czuje się, jakbym mu wpuścił do żył środek oczyszczający zatkane rury. Najpierw jest syk i ból, ale później krew przelatuje przez żyły i wypłukuje z organizmu wszystkie zgromadzone przez lata świństwa.

Gdy robię się różowy, przestaję być blady.  Nabieram koloru, przestaję być nijaki. Przestaję być tłem, zaczynam odgrywać główną rolę w moim życiu.

Gdy puchnę wiem, że moje mięśnie pracują. Niszczę je wysiłkiem. Tak niszczone miejsce odbudowują się większe, mocniejsze, sprawniejsze. Wychodzę nie po to, żeby nigdy nie wrócić. Wychodzę, by wrócić lepszym.

Gdy ciężko oddycham wiem, że dałem mojemu ciału to, czego potrzebowało. Nie chcę dłużej oddychać lekko. Nie chcę lekkiego życia. Chcę czegoś więcej.

Gdy zimą wpadam do ciemnego lasu czuję, że dotykam czegoś wyjątkowego. Jestem sam, przede mną droga, przede mną wyzwanie.  Kto chce wracać do domu, niech wraca. Ja tu mam ważną rzecz do zrobienia.

Gdy latem rozpływam się w rozgrzanym asfalcie czuję, że pokonuję samego siebie. Niszczę zahamowania, burzę bariery. Nie patrzę na zaśmiecony brzeg morza, tylko szybko wypływam jak najdalej. Tam, gdzie kończy się brud. Tam, gdzie zaczyna się głęboka woda i prądy, które zaniosą mnie w kierunku nowej przygody. 

Zakładam obcisłe ciuchy nie dlatego, że są modne. Tylko dlatego, że wygodnie się w nich biega. Mam gdzieś to, co myślą inni.

Przypinam numer do piersi, żeby poczuć rywalizację. Przegram z setkami ludzi, wygram z setkami innych – to nieważne.  Ważne, że stanąłem na starcie i dotrę do mety. Że podejmuję wysiłek, którego celem jestem nowy, lepszy ja.

Wiem, że nie pobiję rekordu świata. Wiem, że nie wygram tego biegu. Ale nie walczę z przeciwnikami. Walczę tylko ze sobą z wczoraj. Chcę być lepszy niż byłem.

Po to biegam! Ty też zacznij!

A tutaj dowiesz się jak zacząć . Potrzebujesz prostego planu treningowego?  Nie ma problemu, jest tutaj! 

Komentarze