Bić czy pić - oto jest pytanie!

Bić czy pić - oto jest pytanie!

Walentynki, Halloween i Justin Bieber – to tylko niektóre zachodnie mody, które łykamy jak młode pelikany. A teraz nadeszła nowa – bieganie z łykaniem, czyli zawody Beer Mile.   Bić życiówki czy pić piwo - oto jest pytanie!

O co biega w tych zawodach? Ano biega o to, żeby przebiec cztery okrążenia stadionu (4 x 400 metrów = 1 mila lądowa), a przed każdym okrążeniem należy wypić piwo (małe czy duże, lager czy pszeniczne, mocne czy słabe – są różne szkoły). O ile w innych dyscyplinach sportowych karze się za używanie niedozwolonych substancji, o tyle tutaj karze się za ich nieprzyjmowanie.

Tradycja narodziła się w latach osiemdziesiątych XX wieku w USA. Nikt nie pamięta, gdzie i kiedy przeprowadzono pierwsze zawody. Być może zawodnicy za dużo wypili…

Chętnych do uczestnictwa nie brakuje. W niedzielę w Łodzi odbyły się jedne z pierwszych tego typów zawodów w Polsce. O wszystko zadbał organizator (Piwoteka Narodowa), a na starcie (w)stawiło się wielu dzielnych i spragnionych śmiałków.

Piwa nie zabrakło. I bardzo dobrze. Zobaczcie, co się dzieje, gdy  organizator nie dba o nawodnienie biegaczy .

Najpierw rozegrano eliminacje (słaba głowa = słabe nogi, więc zostańcie przy Piccolo), a następnie finał. Zacny organizator nie podał jeszcze oficjalnych wyników. Miejmy nadzieję, że opublikuje nie tylko czas zwycięzców (startowały również panie), ale i ilość (pro)mili.

W imprezie uczestniczył Paweł z Warszawy, oto jego trzeźwe spostrzeżenia na temat biegu:

- ostatecznie przybyło 46 zawodników, w eliminacjach brało udział po 5 osób w grupie

- zmieniono piwo (bo nie dojechało) - w eliminacjach na 5% żytnie, w finale na Apę 5,6% (Apa – piwo typu American Pale Ale – przyp. red.)

- w eliminacjach wszyscy musieli wypić 0,2l piwa, w finałach panowie łykali 0,3, a panie 0,2l

- w finale jedno kółko na końcu dodatkowo, ale bez picia już

- przewagę jednak mieli ci, co naprawdę umieli szybko pić

- świetna i kulturalna zabawa

 - reakcje żołądka u większości takie, że zatykało. I najpierw leciało się w oczekiwaniu aż się odbije, a po odbiciu się można było lecieć szybciej

Jak widzicie, nie jest to zabawa dla każdego. Szacun dla organizatorów za to, że zorganizowali biegu dla dzieci. Paweł bawił się świetnie, ale to profesjonalista. A Wy nie róbcie tego w domu. Może w ogóle tego nie róbcie.

No chyba, że jesteście świrami. Jesteście?

bieg

A to Paweł na mecie Biegu Rzeźnika. 78 kilometrów po Bieszczadach było tylko treningiem przed startem w Piwnej Mili. Foto:  Projekt Marcel

A niegrzeczny romans biegania z piwem można rozpocząć także podczas  półmaratonu w Krasnymstawie .

Komentarze