Runmageddon - śmierć nadejdzie dzisiaj

Runmageddon - śmierć nadejdzie dzisiaj

Lubisz spokojne wybiegania? Lubisz w czasie truchtu pogadać, a po bieganiu wciąż dobrze wyglądać? W takim razie Runmageddon nie jest dla Ciebie.

Gdzie są granice upodlenia i czy można z niego czerpać satysfakcję? Temat zgłębił i relację napisał nasz kolega Marcel Mierzicki:

Pojawiają się takie chwile w życiu biegacza, że ma ochotę spróbować czegoś innego – gdy potrzebuje przerwy od biegania po płaskim, gdy nawet bieganie po górach staje się zbyt monotonne. Odskocznią od zwykłego nabijania kolejnych kilometrów może być bieg z przeszkodami – gdzie co chwila czekają na Was niespodzianki w postaci przeszkód naturalnych i sztucznych. Wyobraźcie sobie trasę biegową najeżoną rowami z wodą, drutem kolczastym, pod którym musicie się przeczołgać, drewnianymi ścianami, drabinkami linowymi, równoważniami i mnóstwem innych elementów niespotykanych na tradycyjnych biegach.

1926278_826202637410327_8189449687227519139_o

Autorka wszystkich zdjęć: Magdalena Jaskółka (Boot Camp Polska)

Impreza, w której bieganie jest tak naprawdę sprawą drugorzędna, jest Runmageddon – gdy większość biegaczy pojechała truchtać do Krynicy prawie tysiąc osób wzięło udział w trzeciej już edycji ekstremalnego biegu zorganizowanego na hipodromie w Sopocie. Tym razem zawody rozgrywane były na dystansie 12km (są też imprezy z tej serii, gdzie trasa ma długość 6km oraz 20km), a na biegaczy czekało ponad siedemdziesiąt przeszkód.  Od dobrych paru miesięcy wiedziałem, że nie może mnie tam zabraknąć, a założenie było proste – przeżyć, nie poobijać się zbyt mocno i pokonać cały dystans w czasie poniżej dwóch godzin.

Już sam start to spore emocje – głośna muzyka, kolorowy dym z flar unoszący się dookoła i tłum ludzi zachowujący się jakby chciał się wyrwać z klatki i popędzić przed siebie. Po starcie szybko następuje weryfikacją umiejętności, stawka rozciąga się. Wytrawni biegacze mają kłopoty na przeszkodach. Dobrze zbudowani atleci tracą na odcinkach biegowych. Tutaj wymagana jest ogólna sprawność – bycie specjalistą w jednej dziedzinie nic nie daje.

"

Po przetaplaniu się przez każde błoto w promieniu pięciu kilometrów, zwiedzeniu wszystkich okolicznych stajni, kąpieli w Bałtyku i kontenerze z lodowatą wodą, przeskoczeniu ściany ognia i dzięki wsparciu głośno dopingujących kibiców oraz współtowarzyszy niedoli dotarłem w okolice mety. Moim oczom ukazała się ostatnia ściana…

"

Zebrałem resztkę sił i udało mi się na nią wdrapać po czyichś plecach. Zeskoczyłem z przeszkody, widzę metę, widzę piękne hostessy wręczające medale, wyobrażam sobie jak będzie smakować zimne piwo, które dostanę tuż po ukończeniu biegu… Ruszam sprintem w kierunku raju, do którego zostało kilkanaście metrów… i po chwili ląduje na ziemi, a w ustach zamiast piwa mam tylko piach. Od tyłu złapał mnie i powalił na ziemię rugbysta Ogniwa Sopot – stanowili oni ostatnią przeszkodę na trasie i zdecydowanie przykładali się do swojej roboty. Na szczęście pan nie zamierzał okazywać mi więcej czułości, więc po chwili szarpaniny wyrwałem się i ukończyłem bieg. Przejście przez piekło zajęło mi godzinę i trzydzieści osiem minut.

1502782_826200304077227_7517102807978654001_o

Potem był już tylko zdjęcia, wywiady dla telewizji, dzielenie się wrażeniami ze znajomymi i opalanie się oraz, przede wszystkim, niesamowita satysfakcja.
Każdemu polecam przeżycie takiej biegowej przygody – nie dlatego, że zwykłe bieganie jest nudne, ale dlatego, że czasem w życiu trzeba spróbować czegoś innego żeby nie dopadła nas nuda i rutyna. Pamiętajcie jednak, żeby nie wybierać się na takie zawody bez choćby podstawowego treningu ogólnorozwojowego i zaznajomienia się z techniką wchodzenia i przede wszystkim schodzenia z przeszkód. Inaczej możecie skończyć ze skręconą kostka, a nawet złamaniami.

Kolejną okazją do upodlenia się będzie Runmageddon Hardcore zaplanowany na listopad tego roku w Warszawie. Ja na pewno wracam znowu na trasę – mimo tego, że bolało, że dorobiłem się kilkunastu zadrapań i siniaków, mimo potwornego zmęczenia na koniec. Zapraszam do stolicy – lepszego sposobu na sprawdzenie się nie znajdziecie.

Autor relacji: Marcel Mierzicki - biegacz, podróżnik, kolekcjoner medali i mocnych wrażeń. Człowiek - tyczka, walczy z otyłością, od dziecka skutecznie. Bloger w Projekt Marcel

10644512_826202384077019_8612618609330788655_o (1)

Komentarze